Getting things done. Jak zrobić wszystko, co jest do zrobienia.

Jak tylko zaczynamy robić coś nowego, zwykle mamy bardzo dużo energii, pomysłów i planów, by zawojować świat. Jednak im dalej w las, tym więcej drzew, i powoli zaczyna się robić masa rzeczy, którą nie tak łatwo zarządzać. Tracimy koncentracje, denerwujemy się, dezorientujemy się w priorytetach zadań, zajmujemy się nie tym – stoimy na miejscu. Chaos w głowie wiąże nas jeszcze mocniej i w rezultacie wolimy pójść spać, niż pracować.

Jeśli chcesz uporządkować i zorganizować swoje życie, a jesteś bardzo kreatywną osobą (jak również jesteś bardzo nieuporządkowany), to nie ma sensu czytać kolejne książki specjalistów z time-managementu i próbować prowadzić dziennik – to raczej nie da Ci mile widziany rezultat. Dlatego że zapomnisz o dzienniku, położysz na półkę książkę i ponownie okażesz się w chaosie.

„Co teraz? Czy osoba kreatywna nie potrafi wydostać się z tego mentalnego chaosu?” – się zapytasz.

Moja odpowiedź brzmi prosto – potrafisz. Wystarczy wykorzystać metodę „Getting Things Done” albo „model nieuniknioności”. Model nieuniknioności – to zarządzanie sobą przez zarządzanie sytuacją. Kiedy tworzysz taką kombinację faktów, w której nie możesz nie robić. Spójrzmy na to, z czego ta koncepcja jest zrobiona i jak można ją zastosować.

 

Element jeden: „Partnerzy” albo technika „Wstyd”

W tym modelu stawimy siebie w pozycje nieuniknioności, gdy mamy partnerów biznesowych. Jeśli jesteś sam, to bardzo lekko możesz zrezygnować z jakiegoś rodzaju działalności, pomysłu, uzasadniając to samemu siebie jakimś ważnym spotkaniem lub innym „ważnym” zadaniem, tym samym zapominając o tym na zawsze. Natomiast jeśli pracujesz z partnerem, to jego działalność ciągle będzie dla Ciebie przykładem. Tutaj zadziała technika „Wstyd”: Tobie będzie wstyd przed nim, jemu – przed Tobą. W rezultacie dwoje robią ten proces ciągłym, nieuniknionym.

Sam możesz się poddać, ale we dwóch, we trzech zrobić to jest bardziej skomplikowanie. W swoim zespole teraz mam kilku partnerów, którzy motywują mnie do działania, a ja, robiąc swoją robotę, daję motywacje im.

Wierze, że potrafisz stworzyć taki proces, z którego nie da się wyjść, podnosząc białą flagę, gdyż nie jesteś sam.

Drugi element: „Przestrzeń”

Kolejnym elementem w koncepcji nieuniknioności jest miejsce, w którym jesteś. Kiedy masz biuro, Twoja praca zostaje związana z przestrzenią, w której jest łatwiej pracować. Gdy wchodzisz w taką przestrzeń i widzisz swoich współpracowników, partnerów, otaczasz siebie dodatkowymi silnikami. Nie zależnie od tego, czy masz energię, czy nie, jesteś w dobrym czy złym humorze, kiedy trafiasz w taką przestrzeń, w której nie chce się obejrzeć kolejny odcinek „House of Cards”.

Element numer trzy: „Wartość słowa”

Elementem ostatecznym jest wartość słowa. To, pewnie, jeden z najefektywniejszych instrumentów samomotywacji. Bazuje się on na dwóch rodzajach motywacji – „od” czegoś i „do” czegoś.

Motywacja „od” zakłada, że zrobimy wszystko, żeby nam nie bolało. Na przykład nadchodząca sesja egzaminacyjna albo obrona dyplomu. Piszemy pracę dyplomową, bo jeśli to nie zrobimy, mogą nas wyrzucić z uczelni. To jest motywacja „od”.

Motywacja „do” to rodzaj motywacji do czegokolwiek dobrego, do tego, czego chcemy. Na przykład, chcemy kupić Teslę. Tesla jest bardzo atrakcyjnym samochodem, jednak nie wystarczy tylko celu. Nie udaje się go kupić już kilka lt, chociaż wiemy, że zrealizowany cel da bardzo wielką radość! Wychodząc z tego przede wszystkim, musimy zaakceptować ten fakt, że bardzo chcemy, aby nasze cele były osiągnięte. A jeśli naprawdę tego chcemy, to możemy postawić się w sytuacji nieuniknioności, w sytuacji osiągnięcia celu.

Przykład

– Chcę zarobić 10 000 zł w następnym miesiącu – mówisz Ty.
– Wartość słowa? – pyta się współrozmówca.
– W jakim sensie, wartość słowa?
– Co będzie, gdy nie zarobisz tyle? Ile pieniędzy jesteś gotowy oddać komukolwiek, jeśli nie zarobisz 10 tysięcy?
To będzie Twoją karą dla samego siebie za to, że nie dotrzymałeś słowa. Nagrodą za dotrzymane słowo będzie wynik – zarobione pieniądze, a karą – grzywna.

Jednak sens nie w tym, żeby pokarać siebie i chodzić po ulicy ze spinaczem na nosie lub rozrzucać pieniądze, a w tym, żeby okazać się w sytuacji kary, w przypadku nieosiągania celu, – będzie Ci łatwiej ten cel osiągnąć. Oczywiście, jeśli wartość Twojego słowa nie jest wysoka przede wszystkim dla siebie samego, możesz oszukać i nie płacić. Wtedy pomyśl o własnej wartości słowa: może ono w ogóle nic niewarte? Po co wtedy w ogóle coś mówić?

Gdy „podpisujesz” jakiekolwiek porozumienie dżentelmeńskie gdzie będzie cel oraz związana z nią kara, zauważ swoje odczucia, które pojawiają się wewnątrz, i jak to teraz – nie zrobić. I jeśli ustalony cel jest dla Ciebie osiągany i adekwatny – Ty go osiągniesz. Tak działa wartość słowa. Tak działa model nieuniknioności.

Spodobał Ci się wpis?

Udostępnij go!
To pomaga nam rozwijać się i dawać Ci jeszcze więcej wartości!

Facebook
Google+
Twitter
LinkedIn

Czytaj więcej

Close Menu
×
×

Koszyk